poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Lato, lato...

Lato było ciepłe i suche tego roku.
Piszę "było" bo coraz bardziej czuję, że już się kończy - wakacje się tu już skończyły i dzieci poszły do szkoły, dni coraz krótsze co zauważam szczególnie rano wstając do pracy, ochłodziło się i za oknem pada w najlepsze, Brat odwołał swój letni przyjazd...
Nastrój mam bardziej introwertywno-refleksyjny. Może to kolejny etap przeżywania żałoby.
Temu wszystkiemu wbrew - kilka letnich, kwitnących fotek.
Maki już niestety dawno przekwitły





Czarny bez

Ziemniaki też już przekwitły


I kasztan też





Miesiąc minął

Miesiąc minął nie wiadomo kiedy. 
Upały, praca, praca i upały.
Wciągnęło mnie to wciąganie się do pracy i zmiana trybu życia. Z tym "trybem" - nawet dosyć bezboleśnie przestawiłam się na wcześniejsze wstawanie i rozruch poranny. Tylko kolano czasem bardzo dolega.
Moje nowe miejsce pracy:
Budynek jak budynek, nowy (oddany w kwietniu tego roku)

Ale ładnie wkomponowany w stare otoczenie


w pobliżu mostu


A to "stary" (siedmioletni) i "nowy"

 Zza mostu


poniedziałek, 15 lipca 2013

Fajnie, że lato

I sucho ja na tę okolicę. Od tygodnia zapowiadają deszcze i nic. Nie, żebym znowu tak bardzo tęskniła, wręcz przeciwnie - cieszę się z każdej słonecznej i ciepłej chwili.



Niemcy urlopują i wypoczywają. Czasem wystarczy kawałek jeziora i takie spokojne miasteczko jak nasze, żaden tam kurort. Domki letniskowe żyją, wielkie grillowanie trwa. Tu się bardzo chętnie grilluje i gdzie się da. Zupełnie się na to nie załapuję. Nie przepadam, szczególnie za zapachami. Ale jako wydarzenie towarzyskie -  może być miło.










Zmiany, zmiany...
Zaczynam pracować. Nowe doświadczenia, nowi ludzie. Znowu będę mieć koleżanki z pracy.
Po 7 latach "bycia na utrzymaniu" miła odmiana.
I znów zderzam się z niemiecką rzeczywistością-odmiennością. Głównie prawno-biurokratyczno-zwyczajową.
Dostanę też rentę wdowią, ale malutką, nawet jak na polskie warunki.
Nie mam szans pracować choćby w pobliżu mojego zawodu. Musiałabym wiele w to zainwestować. Jeszcze z 20 lat temu może by mi się chciało i opłacało, ale teraz...
Zostaje więc sprzątanie. Dobre i to. Na początek...?





czwartek, 4 lipca 2013

Kwitnące Haseuenne

Lato już w pełni (mimo, że z pogodą różnie). Lipy w tym roku zakwitły "o czasie" (a nie jak wcześniej bywało, że i o miesiąc wcześniej) i pachną. 
 Akacje już dawno wypachniały.  Zresztą z tymi zapachami dziwnie tu bywa, inaczej niż moich skojarzeniach i wspomnieniach. Jaśmin nie pachnie, podobnie piwonie (kto im ukradł zapach?) i frezje. Jedynie na lilie przeważnie można liczyć.

Mój ulubiony różany dom na ulicy Pietruszkowej w pełnej krasie.







A to już jedna z róż obok pomnika Tonio Boedikera , który był pierwszym szefem niemieckiego urzędu ubezpieczeń pod koniec XIX wieku, a pochodził z tych stron.




Oto i sam Herr Tonio

wtorek, 25 czerwca 2013

Zakręt

Bez mojej woli i specjalnej ochoty na to zrobił mi się kolejny życiowy zakręt.
Na nowo muszę sobie poukładać, podjąć wiele decyzji i mnóstwo spraw pozałatwiać.
Pierwsza decyzja była łatwa zgodna z odczuciami: zostaję tutaj.
Czyli nadal "codzienność emigrantki"... Tylko już całkiem inna codzienność. Przez całe 7 lat jej sensem i motywem przewodnim był L. i Jego zdrowie (a później coraz bardziej choroba). A teraz... jeszcze nie mam pomysłu.
Byłam sama zaskoczona tym, że tak bardzo przywiązałam się do tego miejsca i gdy uświadomiłam sobie, że pozostanie tutaj jest dla mnie bardziej oczywiste niż powrót do Polski. Żal byłoby mi stąd wyjeżdżać.
Może wynika to z niechęci do kolejnych zmian. Odejście bliskiego człowieka jest  ogromną zmianą, wszystkie sprawy nabierają innej perspektywy i trzeba się jakoś z tym uporać, czy przywyknąć.


Zostaję.    
Czas na kolejne zmiany być może nadejdzie.  
Obecny stan przyrody - wszystko rośnie, kwitnie, pachnie, długie dnie i sporo słońca nawet w tym naszym depresyjnym zakątku bardzo pomaga w przeżywaniu trudnych emocji. I dzięki za to!