Dzisiaj słońce się przebijało przez zamglenie co powodowało różne widoki - i lekko szaro-zamglone i całkiem kolorowo-przejrzyste. Wybrałam się na spacer, bo rower pojechał sobie beze mnie. Wciąż jednak zimno. niedziela, 15 lutego 2015
Połowa lutego
Dzisiaj słońce się przebijało przez zamglenie co powodowało różne widoki - i lekko szaro-zamglone i całkiem kolorowo-przejrzyste. Wybrałam się na spacer, bo rower pojechał sobie beze mnie. Wciąż jednak zimno. piątek, 13 lutego 2015
Piątek trzynastego
Taki dziwny tydzień - mam urlop, którego tak naprawdę nie mam, imieniny, których nie obchodzę...
No i jak ktoś w necie zauważył kumulacja świąt: Tłusty Czwartek, Piątek-trzynastego i Walentynki.
Wyglądane słońce pokazało się wreszcie dzisiaj, ale byłam zajęta innymi sprawami więc tylko przez okno widziałam. Pora nadal "niezdjęciowa" (za szaro i za-"tak samo"). Tylko koci pociąg się udał i wstrząśnięty Tomek.
No i jak ktoś w necie zauważył kumulacja świąt: Tłusty Czwartek, Piątek-trzynastego i Walentynki.
Wyglądane słońce pokazało się wreszcie dzisiaj, ale byłam zajęta innymi sprawami więc tylko przez okno widziałam. Pora nadal "niezdjęciowa" (za szaro i za-"tak samo"). Tylko koci pociąg się udał i wstrząśnięty Tomek.
środa, 4 lutego 2015
Najbardziej zimowy poranek
Najbardziej zimowy poranek od kiedy pamiętam... Samochód zamarzł do tego stopnia, że nie dałam rady go otworzyć i to nie zamek, ale całe drzwi przymarzły. Wczoraj posypywało mokrym śniegiem i powchodziło w zakamarki, a w nocy przymroziło, jak to bywa w czasie pełni. Nie jakoś bardzo mocno, ale zewnętrzny czujnik termometru też zamroziło albo wyczerpało baterie, tak pewnie ok. -6 st. No i musiałam pojechać rowerem do dalszej pracy. Spóźniona, powoli i ostrożnie (bo ślisko), bez czapki (bo po co do auta, dobrze że choć rękawiczki wzięłam) zrobiłam jeszcze po drodze kilka zdjęć.



A dzień jasny i przejrzysty - to już koło południa (gdy samochód odmarzł)
Na koniec wczorajsze "śnieżenie"


wtorek, 3 lutego 2015
niedziela, 1 lutego 2015
Kto ma czas
Kto kogo ma - my go czy on nas...?
Jak twierdziła inna moja koleżanka - jeśli nie masz jakiegoś pojęcia w swoim słowniku, to nie doświadczasz tego w życiu. W moim słowniku rzadko zdarza się "nie mam czasu"...
A jeśli, to jest dla mnie sygnałem do refleksji - co się dzieje? Zapędziłam się? Zapomniałam o wcześniejszych wyborach lub ich konsekwencjach? Bo "mieć czas" nie oznacza przecież tkwienia w bezczynności, a tylko świadomość wyboru zajęcia z jednoczesną rezygnacją z innych możliwości.
Czas... "już dla nas płynie"... "ucieka"... "szumi czas"... "nas uczy pogody"...
"się z nami uwija" dodając szronu i zmarszczek i doświadczenia.
I w tym sensie on "mnie ma". Nieodwołalnie.
A na to już nic lepszego niż rada z "Dezyderaty": "przyjmij spokojnie co ci lata doradzą z
"się z nami uwija" dodając szronu i zmarszczek i doświadczenia.
I w tym sensie on "mnie ma". Nieodwołalnie.
A na to już nic lepszego niż rada z "Dezyderaty": "przyjmij spokojnie co ci lata doradzą z
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































