czwartek, 4 lipca 2013

Kwitnące Haseuenne

Lato już w pełni (mimo, że z pogodą różnie). Lipy w tym roku zakwitły "o czasie" (a nie jak wcześniej bywało, że i o miesiąc wcześniej) i pachną. 
 Akacje już dawno wypachniały.  Zresztą z tymi zapachami dziwnie tu bywa, inaczej niż moich skojarzeniach i wspomnieniach. Jaśmin nie pachnie, podobnie piwonie (kto im ukradł zapach?) i frezje. Jedynie na lilie przeważnie można liczyć.

Mój ulubiony różany dom na ulicy Pietruszkowej w pełnej krasie.







A to już jedna z róż obok pomnika Tonio Boedikera , który był pierwszym szefem niemieckiego urzędu ubezpieczeń pod koniec XIX wieku, a pochodził z tych stron.




Oto i sam Herr Tonio

wtorek, 25 czerwca 2013

Zakręt

Bez mojej woli i specjalnej ochoty na to zrobił mi się kolejny życiowy zakręt.
Na nowo muszę sobie poukładać, podjąć wiele decyzji i mnóstwo spraw pozałatwiać.
Pierwsza decyzja była łatwa zgodna z odczuciami: zostaję tutaj.
Czyli nadal "codzienność emigrantki"... Tylko już całkiem inna codzienność. Przez całe 7 lat jej sensem i motywem przewodnim był L. i Jego zdrowie (a później coraz bardziej choroba). A teraz... jeszcze nie mam pomysłu.
Byłam sama zaskoczona tym, że tak bardzo przywiązałam się do tego miejsca i gdy uświadomiłam sobie, że pozostanie tutaj jest dla mnie bardziej oczywiste niż powrót do Polski. Żal byłoby mi stąd wyjeżdżać.
Może wynika to z niechęci do kolejnych zmian. Odejście bliskiego człowieka jest  ogromną zmianą, wszystkie sprawy nabierają innej perspektywy i trzeba się jakoś z tym uporać, czy przywyknąć.


Zostaję.    
Czas na kolejne zmiany być może nadejdzie.  
Obecny stan przyrody - wszystko rośnie, kwitnie, pachnie, długie dnie i sporo słońca nawet w tym naszym depresyjnym zakątku bardzo pomaga w przeżywaniu trudnych emocji. I dzięki za to!



















czwartek, 20 czerwca 2013

37 lat i 5 dni

Prawie 2 miesiące minęły od ostatniego pisania...
Zbyt trudno było żeby pisać...
L. odszedł. 


Nasza znajomość trwała 37 lat i 5 dni. Od maja do maja i tyle majów po drodze... 
To długo i krótko...
A świat nic sobie z tego nie robi i trwa nadal...

Cmentarz leśny

niedziela, 21 kwietnia 2013

I to jest właśnie fantastyczne.

Że choćby nie wiadomo co się działo w końcu i tak nadejdzie wiosna!
Ani głowy, ani czasu nie mam żeby się nią nacieszyć i naoglądać (podobnie jak do pisania blogu) ale nie sposób nie widzieć, że pąki coraz większe i co rusz coś zakwita. 

No i taaaaakich gości!




środa, 6 marca 2013

Klucz wiosenny

Dwa dni słoneczne w pełni i jeden nieśmiało-słoneczny  budzą nadzieję na wiosnę i podejrzenie, że działam na  baterię słoneczną...
W dodatku takie widoki!









 Kiedy je zauważyłam właśnie im się coś szyk popsuł i wywiązała się głośna ptasia dyskusja (początkowo sądziłam że to mój rower wydaje dziwne dźwięki)










W ubiegłą niedzielę jeszcze sporo śniegu nasypało i choć prawie od razu się topił to i takie "kupy" wciąż się trzymają.




A to urodzinowa dekoracja , o której pisałam wcześniej





poniedziałek, 4 marca 2013

Kocie charakterki

Znów się dużo działo i nie miałam głowy do pisania. A dziś - poniedziałek i w dodatku słoneczny to może czas najwyższy.
O kocich charakterach miałam napisać kilka miesięcy temu, zaraz na początku mojego blogowania, po przedstawieniu naszych kotów więc temat jakby zaległy.
Koleżanka spytała kiedyś czy nasze koty się przyjaźnią. Bo jej nie. 
Czy się przyjaźnią? Trudno w tej kategorii na no spojrzeć. Czasem wydaje się, że tak, czasem że nie. Na pewno są jakoś przywiązane do siebie też, bardziej rodzinnie niż przyjacielsko. Ich relacja ma wiele odcieni.


To w czym są podobni, to komunikatywność "werbalna"- obydwaj zagadują, zaczepiają, odpowiadają bogatym repertuarem miauków, mrauków i mruków. Tomek dodatkowo sporo prycha - a to na odkurzacz, na Nanka, na coś tam. Nanek prycha bardzo rzadko - musi go coś wyjątkowo zaskoczyć, przestraszyć, lub zaboleć.



Podobni są też w kociej wrażliwości i ciekawości. Żywo reagują na świat, niewiele jest sytuacji, w stosunku do których pozostają obojętni. No i chyba tyle podobieństw. Dalej już każdy z nich jest indywidualnością i zachowuje się po swojemu.

Tomek pilnuje pozycji "pierwszego kota" i ustawia Nanka. Nie zawsze skutecznie. Udaje mu się to w kwestii prawa do miski Nanka kiedy jego własna jest już pusta. Tu Nanek bez protestów oddaje pole. W kwestii wspólnej zabawy i bliskości, czy zajętego wcześniej miejsca pierwszeństwo Tomka nie jest już takie oczywiste i tu Nanek nie ustępuje tak łatwo, co często kończy się prychaniem, oberwaniem łapą po łebku albo strasznym wrzaskiem Tomka. Zabawy, wiadomo, w takiej sytuacji nie będzie, ale nie ma łatwo.

 

Nanek częściej (i natarczywie) domaga się głaskania i przychodzi na kolana, Tomek nie jest typem kota "nakolanowego", na kolanach sadowi się baaardzo rzadko, ale wtedy jest mnóstwo kota!







Tomek za to zazwyczaj czeka przy drzwiach kiedy wracamy do domu. Nanek sobie czasem odpuszcza pojawienie się przy drzwiach.




Kocie czekanie

CDN

środa, 13 lutego 2013

Popielec

Melancholia mnie jakaś ogarnia, przednówkowa.... 
 Może i na czasie, bo środa popielcowa więc "wypada" myśleć o przemijalności. Ale właściwie dlaczego w kulturze katolickiej ma to wydźwięk aż tak poważny? Zamiast zachęty do cieszenia się każdą każdą chwilą i szerszej perspektywy życia?

A może i (ta melancholia) z powodu jutrzejszych imienin?
Przypomina mi się jak obchodziliśmy imieniny w pracy, w czasach przedkapitalistycznych. Solenizant mógł sobie tego dnia pozwolić na mniejszą pracowitość, częstował czymś słodkim, serwował kawy i herbaty, przyjmował kwiaty i miłe słowa, dotrzymywał towarzystwa współpracownikom, którym udało się wygospodarować chwilkę na pogawędkę. Moją specjalnością były kremówki. Piekłam je dobre kilkanaście lat i stało się to na tyle zwyczajem, że nie narażałam siebie i innych na rozczarowanie z powodu zastąpienia ich innym ciastem. Było to bardzo miłe świętowanie. Może nawet milsze niż impreza w gronie przyjaciół, która na ogól wypadała innego dnia - w jakąś bliską sobotę i kosztowała dużo więcej przygotowań. A miło było oczywiście i w inny sposób.
Ciekawe, że moje imieniny pojawiły się w kalendarzu dopiero kiedy byłam w liceum. I nie miały wtedy konkurencji w postaci Walentynek.

Niemcy nie obchodzą imienin tylko urodziny. Szczególnie te okrągłe. Wtedy niektórzy dekorują całe domy, np na osiemnaste (niby nie okrągłe ale znaczące) obwiesza się dom łańcuchem z pudełek po papierosach, a na 25-te skarpetami (nie mam pojęcia co mają na myśli?).

Zima wciąż nie daje jeszcze za wygraną i przyczaja się na dachach.