środa, 28 listopada 2012

Niemiecki Adwent

Frau Christa już w ubiegłym tygodniu pytała czy jestem gotowa "adwentowo i swiątecznie"? Podczas gdy w Polsce imprezuje się w "Andrzejki" bo potem przerwa aż do świąt, tutaj świętuje się cały adwent. Jak się więc należy przygotować? Przede wszystkim oczywiście dekoracje. Frau Christa zmienia obrusy i serwety w całym domu na świąteczne, rozkłada stroiki, rozstawia świece, z ukrycia wychodzą aniołki i dzwoneczki.





Najważniejszym jednak elementem jest Adventskranz - wieniec adwentowy z 4 świecami, które zapala się w kolejne niedziele adwentu: w pierwszą niedzielę jedną, w drugą 2 itd. Praktycznie dekoracyjnie ma być już świątecznie, poza choinką, którą ubiera się przed samymi świętami. 










Inną charakterystyczną ozdobą jest piramidka. Podgrzane przez świeczki powietrze powoduje kręcenie się "śmigiełka".
Ta piramidka jest właściwie parterowa, ale bywają wielokondygnacyjne, prawdziwie artystyczne, ręcznie wykonane albo nawet takie w wersji maxi:






Do tego jeszcze jakiś wieniec na drzwiach i światełka w oknach. Kalendarz adwentowy - tu też jest wiele możliwości, pomysłów i okazji do pomajsterkowania. Poza popularnymi, kupnymi ze słodyczami w okienkach mogą być w formie choinek, domków, sznurków z pozawieszanymi ponumerowanymi woreczkami albo i taki (Hammeln):


I wreszcie czas na Weihnachtsmarkt - jarmark bożonarodzeniowy na którym można kupić ciekawe ozdoby, prezenty, smażone karmelizowane migdały, pokręcić się na karuzeli, pojeździć na łyżwach na sztucznym lodowisku, posłuchać świątecznej muzyki i kolęd najczęściej w wykonaniu lokalnych zespołów dętych, a może przede wszystkim napić się grzanego wina i pogawędzić ze znajomymi.

Muenster 2010





Haseluenne 2010
W dużych miastach Weihnachtsmarkt trwa cały adwent, bywa nawet w kilku miejscah.
W naszym małym miasteczku - tylko 4 dni i właśnie się rozkłada:



     Tradycyjne słodkości to pierniki, marcepan, różne ciasteczka  
i "Spekulatiusy" - herbatniki korzenne

Z kwiatów królują amarylisy, gwiazdy betlejemskie, kaktusy bożonarodzeniowe i Chistrose - ciemiernik (na tym zdjęciu, to ostatnie to zwykła pelargonia przyłapana przez mróz)

 Zdjęcia z internetu


 Christrose

poniedziałek, 26 listopada 2012

Koty - krotka historia Tomka i Nanka

Czy można żyć bez kotów? 
Ciężko...
Po przeprowadzce do Niemiec wytrzymałam 4 miesiące. I pojawił się Tomek - nasz pierwszy "niemiecki" kot (jak się okazało nie do końca niemiecki bo jego matka mieszkała z rodziną niemiecko-polską) . Z ogłoszenia na sklepie. Miał już imię, ok. 2 miesięcy i był niewiele większy od swojej miski
 
Rósł szybko...


I wyrósł na wielkiego kota (ponad 7 kg) 

Po 2 latach - jako że wg Ewy kot powinien mieć towarzystwo swojego gatunku - zdecydowaliśmy się na drugiego . Wymyśliłam sobie, że ma to być kotka, najlepiej ruda.
Tym razem pojechaliśmy do schroniska dla zwierząt. Nie było rudych. Zwróciliśmy uwagę na czarno-biała, ok 3 miesięczną i ta pojechała z nami do domu.
Tu to porządnie działa - koty są przebadane, zaszczepione, z przysposabiającymi przeprowadzany jest wywiad (nie każdy może dostać wybranego zwierzaka) i podpisuje się odpowiedni formularz m.in ze zobowiązaniem sterylizacji.
Mają też imiona (Nana) i charakterystykę "charakterologiczną".


 I przeżyliśmy 2 zaskoczenia: po pierwsze Tomek nie przyjął współmieszkańca zbyt przyjaźnie (jakby czuł, ze coś "nie gra"), po drugie po kilku dniach, gdy kotek się nieco odprężył, okazało się, że nasz "kotka" jest kocurkiem! 
No coż... w końcu nie jego wina ... I tak "mamy 2 kocury, a Nana została przemianowana na męską wersję tego imienia jaka nam przyszła do głowy czyli Nano a potocznie Nanek.
Jak widać...

Nenek też jest dużym kotem (6 kg) ale mniej puszystym od Tomka więc sprawia wrażenie drobniejszego.

Kocie zaprzyjaźnianie się
Posuń się stary
No już lepiej
Bez przesady!
Tak całkiem miło
Mrrrrrrrr......
I tak może być
Pełny luz 
No, popraw się bo zdjęcia robią!

I na koniec "Kocia aria" - jeśli jeszcze ktoś by nie znał
I to samo w "poważnym" wykonaniu




sobota, 24 listopada 2012

Brrrrrrrr

Mokro, zimno, mgliście się zrobiło...
Spóźnialskie liście opadają, pachnie mokrymi liśćmi, których nikt nie nadąża sprzątać i przede wszystkim chłodem wciskającym się każdym otworem.

 I "normalnie" teraz powinna nastąpić zima, ale nie tutaj. Tu może pozostać tak do wiosny. Klimat mamy morsko-depresyjny. Dużo wilgoci, mało lata, mało zimy i w takie wilgotne dni temperatura odczuwalna dużo niższa od faktycznej.





Opuszczona jesienna ławka...

A choinki zaczynają się już ubierać na Święta


piątek, 23 listopada 2012

Koty

Rozprężyłam się jakoś weekendowo i nic mi się nie chce więc dziś tylko codzienna fotka kotka i anegdotka